Rocznicowo… czyli Marsz Nienawiści.

Autor: Staszek Smuga-Otto

11 go listopada 1918 roku w wagonie kolejowym w lesie pod Compiegne podpisano wreszcie rozejm. I tę rocznicę świętuje świat, nazywając ją w różnych językach Dniem Pamięci.

Dla Polski ma ta data jeszcze i inne znaczenie. Tego właśnie dnia Rada Regencyjna przekazała władzę wojskową w ręce przybyłego dzień wcześniej z twierdzy magdeburskiej do Warszawy Józefa Piłsudskiego, mianując go Naczelnym Dowódcą Wojsk Polskich. I chociaż następne dni też pełne były zdarzeń – symboli, to jednak, w zgodzie z resztą świata za datę święta narodowego Niepodległości Polski przyjęło się 11 listopada. Od tego czasu był to w Polsce dzień nadzieii, pojednania zwaśnionych i patriotycznego optymizmu. Był… a teraz?

Marsz Nienawiści. Bo jak inaczej nazwać można imprezę, którą na ten pamiętny dzień 11 go listopada szykują w Warszawie różnej maści narodowcy spod znaku ONR. Oni, co prawda nazywają tę demonstrację „Marszem Niepodległości pod hasłem Odzyskajmy Polskę”. Jednym z członków komitetu honorowego jest w tym roku niejaki Jan Kobylański z Urugwaju. Zbiórka uczestnikow i rozpoczęcie imprezy też „symboliczne”, bo spod pomnika Romana Dmowskiego na warszawskim Placu na Rozdrożu. Możemy oczekiwać, że na ulicach stolicy będzie tego dnia gorąco, bo skrajna lewica nie odpuści wszak Dmowskiemu, Kobylańskiemu i ONRowi i też szykuje swe kontr-demonstracje. Więc znów niezła „zadyma”.

W ubiegłym roku, po zakończeniu uroczystości rocznicowych prasa donosiła: „..Zamieszki w Warszawie w czasie i po Marszu Niepodległości 2011. Na Placu Konstytucji, tuż przed tym, gdy miał ruszyć przemarsz środowisk prawicowych doszło do regularnej bitwy z policją. W odpowiedzi zostały użyte armatki wodne i gaz łzawiący. Chwilę po godzinie 17:00 niebezpiecznie było też na Placu na Rozdrożu podpalone zostały dwa samochody TVN. W sumie podczas zamieszek zatrzymanych zostało 200 osób…”.

A co doniesie stołeczna prasa w nadchodzący poniedziałek?

A przecież jest to dzień, w którym cały cywilizowany świat święcić winien zakończenie czteroletnich europejskich jatek, kosztujących życie 10ciu milionów żołnierzy 28miu walczących ze sobą w I wojnie państw. Następne 8 milionów nigdy z poniesionych ran się nie wylizało i zostało trwałymi kalekami. Ofiar wśród cywilnej ludności trudno się nawet doliczyć. Wiadomo tylko, że wielka epidemia tzw. „hiszpanki”, która wybuchła w wycieńczonej wojną Europie zgarnęła koszmarne żniwo 20 milionów ofiar. Tyle liczby… ale powinny one przecież czegoś nauczyć, przed czymś ostrzegać.

Jeszcze kilka lat temu mój serdeczny i wieloletni przyjaciel Iwo Indelak mówił do zgromadzonych w edmontońskim Domu Polskim na uroczystej akademii rodaków, a jego słowa jakoś odzwierciedlały wtedy to, co czuliśmy my tu, a też i nasi rodacy w Kraju (cytuję za zgodą Autora):

„W powodzi codziennych zajęć łatwo zapomnieć o dniu 11-go listopada – a raczej o tym, co ta data znaczy w polskim kalendarzu. W spokojnych czasach, kiedy niepodległe państwo polskie po prostu jest i nic tej niepodległości nie zagraża – a szczególnie tutaj, w Kanadzie, gdzie ten sam dzień obchodzony jest jako dzień pamięci o poległych w obu wojnach światowych XX wieku – zaciera się świadomość tego, jakie jest znaczenie tej rocznicy dla Polaków. Że to nie tylko pamięć o poległych, ale przede wszystkim radość z odzyskania utraconego niegdyś suwerennego bytu.

Niespełna sto lat temu, zaledwie trzy pokolenia wstecz, Polacy znajdowali się w podobnej sytuacji, jak dzisiaj Kurdowie, Czeczeńcy, Palestyńczycy czy Tybetańczycy. Widzimy dramat tych narodów, widzimy jak trudna, a czasem i beznadziejna może być droga do niepodległości. Jak wiele okoliczności musi złożyć się na to, aby doprowadziła ona do sukcesu. Jak każdy zbrojny opór nazywany jest terroryzmem, jak świat w interesie własnego spokoju żąda od tych narodów uległości i rezygnacji z własnych ambicji i tożsamości.

Polacy mieli więcej szczęścia. W 1914 roku wybuchła Wielka Wojna między europejskimi mocarstwami. W jej wyniku nastąpiła nieoczekiwana, jedyna, niepowtarzalna sytuacja: jednoczesne załamanie się wszystkich trzech potęg okupacyjnych. Graniczyło to niemal z cudem. Rewolucja w Rosji, rozpad monarchii austro-węgierskiej, a wreszcie kapitulacja Niemiec przed siłami Ententy. Tę sytuację trzeba było wykorzystać! Zasługą naszych Ojców i Dziadów jest to, że byli do tego przygotowani. Przygotowani psychicznie, militarnie i politycznie. Dzięki temu dzień 11-ty listopada 1918 roku na ziemiach polskich nie stal się dniem chaosu, nie był też „wielką improwizacją”. Sukces odniesiony tego dnia był wynikiem wielu konsekwentnych działań, prowadzonych przez różnych ludzi i różne ugrupowania polityczne. Składały się na ten dzień walki Legionów Piłsudskiego i konspiracja P.O.W., działania Paderewskiego w Stanach Zjednoczonych i akcje polityczne Dmowskiego w Paryżu, korpus Dowbora-Muśnickiego w Rosji i generała Hallera we Francji. Rzeczą godną podziwu była wtedy jednomyślność Polaków, bez względu na ich przekonania polityczne, w dążeniu do odzyskania własnej państwowości. No, z jednym wyjątkiem: komunistów – ale to był wtedy zupełnie nie liczący się margines.

Najbardziej spektakularnym momentem tego dnia było rozbrojenie okupacyjnych wojsk niemieckich w Warszawie i innych miastach Polski przez P.O.W. – tajną Polską Organizację Wojskową, utworzoną przez Piłsudskiego już pod koniec 1914 roku jako niezależną od jakichkolwiek okupantów polską siłę zbrojną. Opanowanie militarne terenu ograniczone było do Kongresówki i części Galicji, skąd już dwa tygodnie wcześniej usunięto władze austriackie. Do nadania państwu jego pełnego kształtu wiodła jeszcze daleka droga. Ale w tym momencie najważniejsze było szybkie utworzenie na wyzwolonych terenach centralnej, jednolitej władzy politycznej. To dopiero stanowić mogło o powołaniu do życia państwa, o jego międzynarodowym uznaniu.

Poczucie odpowiedzialności za losy kraju spowodowało, że wszystkie ówczesne organizacje polityczne – czy to warszawska, arystokratyczna Rada Regencyjna, czy krakowska Komisja Likwidacyjna Wincentego Witosa, czy świeżo powołany w Lublinie Rząd Ludowy socjalisty Ignacego Daszyńskiego, czy wreszcie emigracyjny prawicowy Komitet Narodowy Polski Romana Dmowskiego – wszystkie one złożyły dobrowolnie pełnię władzy w ręce Józefa Piłsudskiego, przybyłego właśnie do Warszawy wprost z niemieckiego więzienia w Magdeburgu. I ten wielki gest samoograniczenia własnych ambicji na rzecz człowieka, który jedyny mógł wtedy sprostać wyzwaniom czasu i skupić wokół siebie całe społeczeństwo – ten gest właśnie stał się momentem przełomowym, stał się fundamentem struktury nowego państwa.

Było w tym coś charakterystycznego dla ówczesnego pokolenia. Wtedy żywe jeszcze było pojęcie służby – służby narodowi, służby ojczyźnie, służby sprawie niepodległości. Wtedy wiadomo było, że „Ojczyzna to wielki, zbiorowy obowiązek”. Nie pytano: „co ja z tego będę miał?”, lecz: „co ja mogę swojemu państwu – czy narodowi – od siebie dać?”.

Proklamowanie niepodległości było dopiero pierwszym krokiem do tworzenia jednolitego, zdolnego do samodzielnej egzystencji państwa. Pamiętajmy, że na terenach trzech dawnych zaborów wszystko było różne: administracja, szkolnictwo, prawo, systemy miar i wag, nawet szerokość torów kolejowych. Nie istniała jednolita sieć komunikacyjna – bo przecież każdy z zaborców kształtował ją według swoich gospodarczych i militarnych potrzeb. Dość powiedzieć, że Warszawa miała dobre połączenia kolejowe z Petersburgiem, Kraków z Wiedniem, a Poznań z Berlinem – podczas gdy wzajemnych bezpośrednich połączeń między tymi polskimi miastami nie było. Wojsko polskie trzeba było tworzyć z żołnierzy, którzy wynieśli swoje doświadczenia z armii rosyjskiej, austriackiej, pruskiej, a także francuskiej. A czas był gorący, starcia zbrojne toczyły się wokół wszystkich granic, nad głową wisiała groźba sowieckiej inwazji.

Ogromną zasługą naszych Ojców i Dziadów jest to, że w ciągu kilku lat potrafili z tego chaosu stworzyć Państwo o jednolitym kształcie. Dzięki ich wysiłkowi Polska znów – niezależnie od dalszych, tragicznych często wydarzeń – stała się trwałym podmiotem na mapie Europy. Tak trwałym, że już zaczynamy zapominać, że kiedyś mogło być inaczej. Dzięki temu dziś, na progu XXI wieku, mógł mieć miejsce taki dialog:

-Wiesz synu, twój dziadek poszedł na ochotnika do polskiego wojska, kiedy jeszcze Polski nie było.

-Jak to: nie było?”.

(Referat wygłoszony na akademii rocznicowej w Domu Polskim w dniu 9 listopada 2003)

Jak wiele, jak bardzo wiele entuzjazmu zaprzepaszczono przez te kilka lat. Ile narosło nienawiści. Jak bardzo społeczeństwo polskie jest znów podzielone.

11 go listopada 1918 roku w wagonie kolejowym w lesie pod Compiegne podpisano wreszcie rozejm. I tę rocznicę świętuje świat, nazywając ją w różnych językach Dniem Pamięci.

Dla Polski ma ta data jeszcze i inne znaczenie. Tego właśnie dnia Rada Regencyjna przekazała władzę wojskową w ręce przybyłego dzień wcześniej z twierdzy magdeburskiej do Warszawy Józefa Piłsudskiego, mianując go Naczelnym Dowódcą Wojsk Polskich. I chociaż następne dni też pełne były zdarzeń – symboli, to jednak, w zgodzie z resztą świata za datę święta narodowego Niepodległości Polski przyjęło się 11 listopada. Od tego czasu był to w Polsce dzień nadzieii, pojednania zwaśnionych i patriotycznego optymizmu. Był… a teraz?

Marsz Nienawiści. Bo jak inaczej nazwać można imprezę, którą na ten pamiętny dzień 11 go listopada szykują w Warszawie różnej maści narodowcy spod znaku ONR. Oni, co prawda nazywają tę demonstrację „Marszem Niepodległości pod hasłem Odzyskajmy Polskę”. Jednym z członków komitetu honorowego jest w tym roku niejaki Jan Kobylański z Urugwaju. Zbiórka uczestnikow i rozpoczęcie imprezy też „symboliczne”, bo spod pomnika Romana Dmowskiego na warszawskim Placu na Rozdrożu. Możemy oczekiwać, że na ulicach stolicy będzie tego dnia gorąco, bo skrajna lewica nie odpuści wszak Dmowskiemu, Kobylańskiemu i ONRowi i też szykuje swe kontr-demonstracje. Więc znów niezła „zadyma”.

W ubiegłym roku, po zakończeniu uroczystości rocznicowych prasa donosiła: „..Zamieszki w Warszawie w czasie i po Marszu Niepodległości 2011. Na Placu Konstytucji, tuż przed tym, gdy miał ruszyć przemarsz środowisk prawicowych doszło do regularnej bitwy z policją. W odpowiedzi zostały użyte armatki wodne i gaz łzawiący. Chwilę po godzinie 17:00 niebezpiecznie było też na Placu na Rozdrożu podpalone zostały dwa samochody TVN. W sumie podczas zamieszek zatrzymanych zostało 200 osób…”.

A co doniesie stołeczna prasa w nadchodzący poniedziałek?

A przecież jest to dzień, w którym cały cywilizowany świat święcić winien zakończenie czteroletnich europejskich jatek, kosztujących życie 10ciu milionów żołnierzy 28miu walczących ze sobą w I wojnie państw. Następne 8 milionów nigdy z poniesionych ran się nie wylizało i zostało trwałymi kalekami. Ofiar wśród cywilnej ludności trudno się nawet doliczyć. Wiadomo tylko, że wielka epidemia tzw. „hiszpanki”, która wybuchła w wycieńczonej wojną Europie zgarnęła koszmarne żniwo 20 milionów ofiar. Tyle liczby… ale powinny one przecież czegoś nauczyć, przed czymś ostrzegać.

Jeszcze kilka lat temu mój serdeczny i wieloletni przyjaciel Iwo Indelak mówił do zgromadzonych w edmontońskim Domu Polskim na uroczystej akademii rodaków, a jego słowa jakoś odzwierciedlały wtedy to, co czuliśmy my tu, a też i nasi rodacy w Kraju (cytuję za zgodą Autora):

„W powodzi codziennych zajęć łatwo zapomnieć o dniu 11-go listopada – a raczej o tym, co ta data znaczy w polskim kalendarzu. W spokojnych czasach, kiedy niepodległe państwo polskie po prostu jest i nic tej niepodległości nie zagraża – a szczególnie tutaj, w Kanadzie, gdzie ten sam dzień obchodzony jest jako dzień pamięci o poległych w obu wojnach światowych XX wieku – zaciera się świadomość tego, jakie jest znaczenie tej rocznicy dla Polaków. Że to nie tylko pamięć o poległych, ale przede wszystkim radość z odzyskania utraconego niegdyś suwerennego bytu.

Niespełna sto lat temu, zaledwie trzy pokolenia wstecz, Polacy znajdowali się w podobnej sytuacji, jak dzisiaj Kurdowie, Czeczeńcy, Palestyńczycy czy Tybetańczycy. Widzimy dramat tych narodów, widzimy jak trudna, a czasem i beznadziejna może być droga do niepodległości. Jak wiele okoliczności musi złożyć się na to, aby doprowadziła ona do sukcesu. Jak każdy zbrojny opór nazywany jest terroryzmem, jak świat w interesie własnego spokoju żąda od tych narodów uległości i rezygnacji z własnych ambicji i tożsamości.

Polacy mieli więcej szczęścia. W 1914 roku wybuchła Wielka Wojna między europejskimi mocarstwami. W jej wyniku nastąpiła nieoczekiwana, jedyna, niepowtarzalna sytuacja: jednoczesne załamanie się wszystkich trzech potęg okupacyjnych. Graniczyło to niemal z cudem. Rewolucja w Rosji, rozpad monarchii austro-węgierskiej, a wreszcie kapitulacja Niemiec przed siłami Ententy. Tę sytuację trzeba było wykorzystać! Zasługą naszych Ojców i Dziadów jest to, że byli do tego przygotowani. Przygotowani psychicznie, militarnie i politycznie. Dzięki temu dzień 11-ty listopada 1918 roku na ziemiach polskich nie stal się dniem chaosu, nie był też „wielką improwizacją”. Sukces odniesiony tego dnia był wynikiem wielu konsekwentnych działań, prowadzonych przez różnych ludzi i różne ugrupowania polityczne. Składały się na ten dzień walki Legionów Piłsudskiego i konspiracja P.O.W., działania Paderewskiego w Stanach Zjednoczonych i akcje polityczne Dmowskiego w Paryżu, korpus Dowbora-Muśnickiego w Rosji i generała Hallera we Francji. Rzeczą godną podziwu była wtedy jednomyślność Polaków, bez względu na ich przekonania polityczne, w dążeniu do odzyskania własnej państwowości. No, z jednym wyjątkiem: komunistów – ale to był wtedy zupełnie nie liczący się margines.

Najbardziej spektakularnym momentem tego dnia było rozbrojenie okupacyjnych wojsk niemieckich w Warszawie i innych miastach Polski przez P.O.W. – tajną Polską Organizację Wojskową, utworzoną przez Piłsudskiego już pod koniec 1914 roku jako niezależną od jakichkolwiek okupantów polską siłę zbrojną. Opanowanie militarne terenu ograniczone było do Kongresówki i części Galicji, skąd już dwa tygodnie wcześniej usunięto władze austriackie. Do nadania państwu jego pełnego kształtu wiodła jeszcze daleka droga. Ale w tym momencie najważniejsze było szybkie utworzenie na wyzwolonych terenach centralnej, jednolitej władzy politycznej. To dopiero stanowić mogło o powołaniu do życia państwa, o jego międzynarodowym uznaniu.

Poczucie odpowiedzialności za losy kraju spowodowało, że wszystkie ówczesne organizacje polityczne – czy to warszawska, arystokratyczna Rada Regencyjna, czy krakowska Komisja Likwidacyjna Wincentego Witosa, czy świeżo powołany w Lublinie Rząd Ludowy socjalisty Ignacego Daszyńskiego, czy wreszcie emigracyjny prawicowy Komitet Narodowy Polski Romana Dmowskiego – wszystkie one złożyły dobrowolnie pełnię władzy w ręce Józefa Piłsudskiego, przybyłego właśnie do Warszawy wprost z niemieckiego więzienia w Magdeburgu. I ten wielki gest samoograniczenia własnych ambicji na rzecz człowieka, który jedyny mógł wtedy sprostać wyzwaniom czasu i skupić wokół siebie całe społeczeństwo – ten gest właśnie stał się momentem przełomowym, stał się fundamentem struktury nowego państwa.

Było w tym coś charakterystycznego dla ówczesnego pokolenia. Wtedy żywe jeszcze było pojęcie służby – służby narodowi, służby ojczyźnie, służby sprawie niepodległości. Wtedy wiadomo było, że „Ojczyzna to wielki, zbiorowy obowiązek”. Nie pytano: „co ja z tego będę miał?”, lecz: „co ja mogę swojemu państwu – czy narodowi – od siebie dać?”.

Proklamowanie niepodległości było dopiero pierwszym krokiem do tworzenia jednolitego, zdolnego do samodzielnej egzystencji państwa. Pamiętajmy, że na terenach trzech dawnych zaborów wszystko było różne: administracja, szkolnictwo, prawo, systemy miar i wag, nawet szerokość torów kolejowych. Nie istniała jednolita sieć komunikacyjna – bo przecież każdy z zaborców kształtował ją według swoich gospodarczych i militarnych potrzeb. Dość powiedzieć, że Warszawa miała dobre połączenia kolejowe z Petersburgiem, Kraków z Wiedniem, a Poznań z Berlinem – podczas gdy wzajemnych bezpośrednich połączeń między tymi polskimi miastami nie było. Wojsko polskie trzeba było tworzyć z żołnierzy, którzy wynieśli swoje doświadczenia z armii rosyjskiej, austriackiej, pruskiej, a także francuskiej. A czas był gorący, starcia zbrojne toczyły się wokół wszystkich granic, nad głową wisiała groźba sowieckiej inwazji.

Ogromną zasługą naszych Ojców i Dziadów jest to, że w ciągu kilku lat potrafili z tego chaosu stworzyć Państwo o jednolitym kształcie. Dzięki ich wysiłkowi Polska znów – niezależnie od dalszych, tragicznych często wydarzeń – stała się trwałym podmiotem na mapie Europy. Tak trwałym, że już zaczynamy zapominać, że kiedyś mogło być inaczej. Dzięki temu dziś, na progu XXI wieku, mógł mieć miejsce taki dialog:

-Wiesz synu, twój dziadek poszedł na ochotnika do polskiego wojska, kiedy jeszcze Polski nie było.

-Jak to: nie było?”.

(Referat wygłoszony na akademii rocznicowej w Domu Polskim w dniu 9 listopada 2003)

Jak wiele, jak bardzo wiele entuzjazmu zaprzepaszczono przez te kilka lat. Ile narosło nienawiści. Jak bardzo społeczeństwo polskie jest znów podzielone.

Comments

  1. Piotr Rajski says

    Dobrze wyłożone!

  2. Wendrychowicz says

    Badzo piękny,wzruszający,mądry tekst.Jednak ostatnie zdanie wymaga komentarza. “Zaprzepaszczono” to forma bezosobowa. To nie zrobił jakiś anonimoway KTOŚ, jakiś NIKT. To nie zrobiło też “społeczeństwo polskie” i nie ono samo się podzieliło wedle jakichś przypadkowych kryteriów.
    To zrobiło może klikadziesiąt, może kilkaset osób, etatowych nienawistników typu Kaczyński, Macierewicz. Ale nie udało by im się to, gdyby nie bogaty i potężny protektor, heirarchia kościelna – też zaledwie parudziesięciu facetów. Na awantury za kilka dni też nie pójdzie “społeczeństwo” tylko kilkaset lub kilka tysięcy ludzi, z tego garstka “ideowców” z lewa i prawa, a reszta to amatorzy rozróby wszystko jedno z jakiej okazji. I to jest ta gigantyczna różnica miedzy 11 listopada 1918 i 11 listopada 2012. Wtedy chodziło o coś niewyobrażalnie ważnego, teraz to raczej koloryt utrwalonej demokracji z wolnością gadania i robienia nawet największych głupot.
    A że jest też spora część Polaków bez własnego, krytycznego zdania, to ekstremiści a to z lewa, a to z prawa znajdują u nich posłuch.
    Nie musicie, drodzy Rodacy z Edmonton, aż tak się martwić o Starą Ojczyznę. W poniedziałek 12. listoda znowu zapanuje całkiem niezła codzienność 🙂
    Codzienność w pracowitej,coraz dostatniejszej, mocno i bezpiecznie osadzonej w zjednoczonej Europie Polsce. Jest dobrze, jak nigdy w naszej historii nie było. A że mogłoby być lepiej? Oczywiście! – tak jak mogloby być lepiej w każdym innym kraju na świecie.

  3. Dzięki za zainteresowanie i wpisy! Opinię Wendrychowicza w pełni podzielam i o Starą Ojczyznę raczej się nie martwię, co najwyżej o pewną część oszołomionego społeczeństwa. Również martwi mnie trochę ślamazarność demokratycznie wybranej administracji państwowej. Trzeba było dopiero głosu sędziwego Zbiga Brzezińskiego (jego przedwczorajsza publiczna wypowiedź – polecam Wam zapoznanie się), by premier Tusk wydusił z siebie wreszcie słowa jednoznacznego potępienia “smoleńskich” wichrzycieli, a prezydent Komorowski postawił na forum Rady Bezpieczeństwa Narodowego sprawę cynicznego grania kośćmi ofiar katastrofy i nieodpowiedzialnego sugerowania istnienia zbrodniczego spisku polsko – rosyjskiego.

  4. Rzadko zagladam na te strone ale dzisiaj, w Dniu Niepodleglosci otworzylem i…nie zawiodlem sie. Oto niestrudzony bloger,p.Staszek Smuga-Otto w saznistym tekscie przywoluje fakty, nazwiska i okolicznosci zwiazane z odzyskaniem orzez Polske Niepodleglosci. Blisko dwie trzecie tekstu to wystapienie p. Iwo Indelaka z 2003 roku, wiec juz nie wiem, czyj to wlasciwie jest tekst… ale nie o tym chcialem.
    Ubolewa p. Staszek, ze zadyma, ze brak jednosci i wlasciwie to przykro, ze nie Polacy nie potrafia zgodnie, kolorowo i grzecznie polozyc wiencow, wysluchac, co ma do powiedzenia Prezydent i rozejsc sie do domow.
    Autor uchyla sie od jakiejkolwiek proby analizy tego, co sie dzieje w Polsce i po prostu nawoluje do polozenia uszu po sobie, zgody na zawlaszczenie tego swieta przez administracje panstwowa i prezydenta.
    Ale dokad ta administracja i ten prezydent nie pokaza narodowi, ze sa z narodem, dokad sprawa smolenska nie zostanie wyjasniona, dokad polityka socjalna i gospodarcza nie przestanie byc wasalna w stosunku do Niemiec i Rosji, dotad nie bedzie spokoju na ulicach miast polskich, zwlaszcza w dniach takich jak dzisiejszy.
    Oczywiscie nie sposob tutaj przywolywac argumentow wszystkich grup, klubow czy stronnictw politycznych, ktore nie daja sie stlamsic i zastraszyc. Ale tekstem takim jak ten p.Smuga-Otto jeszcze raz udowadnia po ktorej jest stronie, co nie jest dla mnie niepodzianka.
    Chyba przestane tutaj zagladac: Brzezinski czy Komorowski to nie sa moi ulubieni.

  5. Dzięki za wpis, Szanowny p. “Mocherze”. Nareszcie ktoś, kto niezupełnie zgadza się z mymi poglądami! Ktoś – “z drugiej strony”.
    Jeśli jednak, Sz. Korespondencie swej groźby nie spełnisz i jednak zajrzysz na ten blog, to byłbym Ci wdzięczny za wytłumaczenie mi, a może i innym czytelnikom, za co to nie lubisz prof. Zbigniewa Brzezińskiego.

  6. Jack Wiercinski says

    Kaziuniu miły (ksywka “Mocher”) …”You Can Run But You Can’t Hide” jak mowi ludnośc miejscowa:-)
    Trudno dyskutować i depresja mnie ogarnia gdy czytamy:
    “zawlaszczenie tego swieta” przez prezydenta ,”dokąd sprawa smolenska nie zostanie wyjaśniona” , “nie bedzie spokoju na ulicach miast polskich”
    itd…
    Trudno uwierzyć że patriota może tak pisać. Warcholstwo doprowadziło już w przeszłości do upadku Rzeczyposolitej. Smutne że się opowiadasz (choć masz przecież demokratyczne prawo) po strone warchołów (jest wśrod nich Kaczyński, Macierewicz, Rydzyk, Gmyz i wielu innych) dla ktorych własne interesy i dążenie do władzy są znacznie ważniejsze od interesu narodowego.
    Niszczenie jest łatwiejsze niż budowanie.

  7. Iwo Indelak says

    Szanowny p. “Mocherze”. Myślę, że Pan nie r9ozumie istoty demokracji. Prezydent i rząd (“administracja”) są wybrani w demokratycznych wyborach i pełnią swe funkcje z nadania większości polskiego społeczeństwa. Więc gdzie tu jest “zawłaszczenie”? A “wyjaśnienie” sprawy smoleńskiej – czy kierował Pan kiedyś samochodem z szybkością 100 km/godz, widząc przed sobą zaledwie na 10 metrów? Czy jak się Pan wtedy rozbije, będzie ktoś, oprócz pańskiej lekkomyślności, winny katastrofie? Więc jakiej “prawdy” jeszcze szukac? A sprawa “wasalnego” stosunku do obydwu sąsiadów – jakie ma Pan dowody? A w ewangelii napisano:”nie mów fałszywego świadectwa…”

  8. Jack Wiercinski says

    Link ku przestrodze tym (“Mocher”) ktorzy popieraja polskich warcholow i zapewniają nas że nie “nie bedzie spokoju na ulicach miast polskich”.

    Macierewicz w Czeladzi wczoraj . W pełni się identyfikuję z młodym człowiekem zadającym pytanie. Jestem z niego b. dumny. Może nie wszystko stracone skoro ten mlody człowiek ma tyle odwagi.

    http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=qa3KvvJhmbk

    Oczywiście zauważam że Macierewicz pomny kamery w koncu broni chlopaka wyciagajac go z tłumu. Ale kto latami pracował abyśmy mieli w Polsce cześć spoleczestwa ktora reaguje na spokojnie i kulturalnie wyrażoną opinię jak brutalna tłuszcza…m in. Macierewicz i to jest faktem..

  9. Moi Drodzy,

    Przede wszystkim…Uczcijmy wlasnie ten niesamowity dzien, 11 listopada 1918 roku!!!!! ODZYSKANIE NIEPODLEGLOSCI PO 123 LATACH!!!!
    Osobiscie, mieszkajac w Kanadzie i wychowujac dzieci, tutaj urodzone, mam powazne trudnosci z wytlumaczeniem im…waznosci dla Polski tej daty i zjawiska rozbiorow Polski….Historia, to nie jest temat zainteresowania naszych dzieci!

    Wspanialy artykul na ten temat autorstwa Iwo Indelaka, zacytowany przez Staszka- DZIEKUJE I GRATULUJE!
    Ja w zeszlym roku mialam zaszczyt przemawiac z tej samej okazji na Adademii w Domu Polskim w Edmonton.Calosc tekstu mozna znalezc na stronie radia: http://www.polskieradio.ca

    Obejrzalam filmik z powyzszego linku i tylko jedna mysl cisnie mi sie na usta:
    “Polska to ciemnogrod” -jak powiedzial kiedys Cz.Milosz, za co zostal “wyklety” przez ” prawdziwych polakow”….Wedlug mnie to swiete i …smutne slowa prawdy.

    Obrazek taki widzialam rowniez pod slynnym krzyzem spod Palacu Prezydenta w 2010r, ktory przez niektorych oszolomow traktowany jest jako martyrologia ludu polskiego ciemiezonego przez “szpiegowski” rzad polski.

    Rzad, ktory zostal wybrany w demokratycznych wyborach, i ktory niezwykle delikatnie potratowal powyzszych oszolomow spod krzyza…

    Chcialabym zakonczyc optymistyzna nuta i dlatego wlasnie ciesze sie, ze w tym roku Marsz Niepodleglosci przebiegl niezwykle pokojowo i to wlasnie dzieki prezydentowi Komorowskiemu!( byly bojki, ale calkowicie chuliganskie).
    Podtrzymujmy tradycje, by ja przekazywac potomnym i uczyc ich historii.

    Pozdrawiam!

  10. goldencukierman says

    Dla entuzjastow jedynie slusznego marszu

    4 czerwca 1992 roku premier Jan Olszewski, którego rząd obalała właśnie koalicja uczestników „okrągłego stołu” za próbę ujawnienia agentury w strukturach państwa, dramatycznie pytał, czyja jest Polska. Pytanie to długo pozostawało bez odpowiedzi i nadal skazani bylibyśmy na domysły, gdyby nie szczerość pana redaktora Seweryna Blumsztajna z „Gazety Wyborczej”. Pan redaktor Blumsztajn oskarżył organizatorów i uczestników Marszu Niepodległości o to, że „ukradli nam święto, chcą zabrać Polskę”.

    Któż to są ci „my”, którym uczestnicy Marszu Niepodległości „ukradli święto”, a na dodatek chcą „zabrać Polskę”? Pan red. Blumsztajn reprezentuje środowisko polityczne, które pan red. Adam Michnik nazwał w swoim czasie „lewicą laicką”. Ta „lewica laicka” to dawni stalinowcy, którzy w latach 40-tych i 50-tych ubiegłego stulecia tresowali nasz mniej wartościowy naród tubylczy do komunizmu, a następnie z różnych powodów – również natury narodowościowej lub jak kto woli – rasowej – nie tylko posprzeczali się z partią, ale nawet wystąpili przeciwko niej, tworząc jeden z dwóch nurtów opozycji demokratycznej. Drugi nurt, tzw. niepodległościowy, nawiązywał bowiem do tradycji II Rzeczypospolitej i Armii Krajowej, którą „lewica laicka” bezlitośnie zwalczała, mordując, wdeptując w ziemię, a w najlepszym razie – spychając na margines jej nosicieli i obrońców.

    Najwyraźniej właśnie wtedy doszła do przekonania, że Polska należy się jej, jako rodzaj wojennego łupu. Tego przekonania nie zmieniła transformacja ustrojowa, bowiem politycznie polegała ona na zmowie komunistycznych tajnych służb z „lewicą laicką”, by podzielić się władzą nad narodem polskim. I chociaż „lewica laicka” reprodukuje się dzisiaj w drugim i trzecim, a być może nawet czwartym pokoleniu, podobnie jak w latach 50-tych jest przekonana, że Polskę dla niej wyrwał Natan Grynszpan-Kikiel, znany również jako Roman Romkowski, razem z paznokciami pozrywanymi „wrogom ludu”. Dlatego właśnie pan red. Seweryn Blumsztajn jest autentycznie i szczerze zgorszony próbą odzyskania zarówno święta, jak i Polski przez młodzież wywodzącą się z mniej wartościowego narodu tubylczego. Do tego stopnia zgorszony, że przestał panować nad zaimkami, co ma również dobrą stronę, bo dzięki temu możemy wreszcie odpowiedzieć na pytanie, czyja jest Polska.

  11. Jack Wiercinski says

    List Golden Cukiermana jest przykładem chorobliwych historycznych obsesji i utraty kontaktu z rzeczywistościa. Jest to świat stworzony przez autora i jemu podobnych dzielacy Polaków na tych prawdziwych i “mniej wartoścowy naród tubylczy” . Jest to świat w tonacji białej i czarnej, pełen uproszczeń i wszystko wyjaśniający bez żadnych watpliwości. Chroń mnie Boże od czegoś takiego :-).

    Jeżeli ten tzw. nurt niepodległoścowy w roku 2012 (wiemy przecież kto w nim jest) rzeczywiście (?) reprezentuje tradycje II Rzeczpospolitej i Armii Krajowej (a nie bezwstydnie próbuje zmonopolizować niepodległościowe tradycje należacą do wszystkich Polakow którym zalezy na dobrze ojczyzny) to po prostu ten nurt musi próbowąc wygrać demokratyczne wybory. Kropka.
    Podstawianie na premiera prof Glińskiego gdy przegrało się wybory i nie ma się wiekszości parlamentarnej jest snem wariata śnionym nieprzytomnie:-) …w każdym demokratycznym kraju.

    Wyobrążmy sobie dojrząła demokrację (np Niemcy czy US) gdzie w czasie kadencji kanclerza czy prezydenta opozycja zgłasza swojego kandydata który powiniem zastapić wybranych przywódców tych krajów w czasie trwania ich kadencji i to bez wyborów.
    To właśnie się dzieje w Polsce: opozycja domaga się zastąpienia Tuska Glińskim i jak np. straszą na tym blogu “nie bedzie spokoju na ulicach miast polskich”
    Tzw. “representative democracy” polega na tym że wyborcy zawierzają swój los na np 4 lata określonej partii czy koalicji. Po tym okresie może być zmiana jeśli wyborcy tak sobie zażyczą. Warcholskie próby anarchii i sabotażu legalnie wybranych władz (to nie były przecież wybory jak w PRL) to jest tragedia która dzieli Polaków, niszczy kraj a polska młoda demokracja jeszcze nie okrzepła na tyle aby temu skutecznie przeciwdziałać.

  12. Jack Wiercinski says

    List Golden Cukiermana jest przykładem chorobliwych historycznych obsesji i utraty kontaktu z rzeczywistościa. Jest to świat stworzony przez autora i jemu podobnych dzielacy Polaków na tych prawdziwych i “mniej wartoścowy naród tubylczy” . Jest to świat w tonacji białej i czarnej, pełen uproszczeń i wszystko wyjaśniający bez żadnych watpliwości. Chroń mnie Boże od czegoś takiego :-).

    Jeżeli ten tzw. nurt niepodległoścowy w roku 2012 (wiemy przecież kto w nim jest) rzeczywiście (?) reprezentuje tradycje II Rzeczpospolitej i Armii Krajowej (a nie bezwstydnie próbuje zmonopolizować niepodległościowe tradycje należacą do wszystkich Polakow którym zalezy na dobrze ojczyzny) to po prostu ten nurt musi próbowąc wygrać demokratyczne wybory. Kropka.
    Podstawianie na premiera prof Glińskiego gdy przegrało się wybory i nie ma się wiekszości parlamentarnej jest snem wariata śnionym nieprzytomnie:-) …w każdym demokratycznym kraju.

    Wyobrążmy sobie dojrząła demokrację (np Niemcy czy US) gdzie w czasie kadencji kanclerza czy prezydenta opozycja zgłasza swojego kandydata który powiniem zastapić wybranych przywódców tych krajów w czasie trwania ich kadencji i to bez wyborów.
    To właśnie się dzieje w Polsce: opozycja domaga się zastąpienia Tuska Glińskim i jak np. straszą na tym blogu “nie bedzie spokoju na ulicach miast polskich”
    Tzw. “representative democracy” polega na tym że wyborcy zawierzają swój los na np 4 lata określonej partii czy koalicji. Po tym okresie może być zmiana jeśli wyborcy tak sobie zażyczą. Warcholskie próby anarchii i sabotażu legalnie wybranych władz (to nie były przecież wybory jak w PRL) to jest tragedia która dzieli Polaków, niszczy kraj a polska młoda demokracja jeszcze nie okrzepła na tyle aby temu skutecznie przeciwdziałać.

  13. goldencukierman says

    Panie Jacku jezyk jakiego pan uzywa jest zywcem przeniesiony z plenum komitetu centralnego.Do oskarzenia o chorobliwe historyczne obsesje i utrate kontaktu z rzeczywistościa niech pan doda ,ze jestem zaplutym karlem rekcji.Zarzuca pan mi , ze dziele Polakow. To smnieszne, czyzby nie znal pan historii? Polakow dzielili nasi sasiedzi i to juz od dawna.
    Nasi sasiedzi oddzielili tez nasza inteligencje od Narodu i to na zawsze, robiac tym samym miejsce dla takich jak pan.
    I od kogo ma sie teraz ten ciemnogrod uczyc tolerancji od pana, lub panu podobnych?
    Chroń mnie Boże od czegoś takiego.

  14. Jack Wiercinski says

    Panie Cukerman,
    Najprostsza istniejąca definicja demokracji jest taka że rządzeni mogą wyrzucić z pracy rządzących. I Polska szczęśliwie nalezy do tych krajow gdzie obywatele moga demokratycznie wywalić swój rząd na zbity pysk jeśli tylko chcą. I taką demokrację musimy bronić.

    Opozycja która nie moze wygrać zadnych wyborów od dawna (prezydenckich, parlamentarnych, samorządowych czy do Parlamentu Europejskiego) jest wyrażnie obrażona na rządzonych.

    Opozycja oskarża więc rządzonych o niewiedze , wręcz głupotę a rzadzacych o manipulacje rządzonymi. Dodatkowo opozycja tworzy rózne teorie ciemnogrodu i oddzielenia inteligencji od narodu itd aby to wszystko zracjonalizować.
    Ponieważ wyborców (w przeciwieństwie od rządzonych) wyrzucić sie nie da i zastąpić bardziej sprzyjąjącym opozycji rządzonymi pozostają ciągotki anarchistyczno-faszyzujace z dozą Smolenska, kiboli , awantur na ulicach i z próba zagarniecią tradycji ruchu niepodległościowiego dla tego nurtu. Tonący brzytwy się chwyta a Polska demokracja funckjonuje nieżle.
    Życzę Panu wszystkiego najlepszego z wyjątkiem wygrania wyborów przez Pana zwolenników ale i to uszanuje jeśli naród tak zdecyduje.
    JW
    P.S. Moj Ojciec zawodowy oficer w kampanii wrześniowej, dowódca kompanii CKMów w 84 Pułku Piechoty Poleskiej i kawaler orderu Virtuti Militari za kampanie wychował swoje dzieci patriotycznie. Bylyśmy w dzieciństwie zawsze otoczeni Ojca kolegami żołnierzami AK, obrońcami Helu itd. Spędzaliśmy razem wakacje, spływy kajakowe etc i całe moje dzieciństwo było “zanurzone” w tradycji Drugiej Rzeczpospolitej , AK i w patriotyzmie. Próby zdefinowania mnie przez sformułowania jak plenum komitetu centralnego czy coś o zaplutych karłach reakcji czy insynuacje jak “miejsce dla takich jak pan” nie jest mądre ale jak się nie ma lepszych argumentów Panie Cukerman to się używa takie jakie się ma…

  15. Jack Wiercinski says

    korekta to mojego wpisu
    Jest:
    Ponieważ wyborców (w przeciwieństwie od rządzonych)
    powinno być:
    Ponieważ wyborców (w przeciwieństwie od rządzących)
    JW

  16. Widze, ze p. Jacek, mimo pieknej patriotycznej tradycji rodzinnej, na ktora sie w koncu powoluje nadal nie rozumie albo udaje, ze nie rozumie o co naprawde chodzi w dzisiejszej Polsce. Dziekuje p. Cukiermanowi za przypomnienie paru nazwisk “patriotow” z gw i tak dalej. Niewiele mnie juz cieszy, starego mochera na emigracji ale jeszcze sa, jak widze ludzie, ktorzy nie boja sie otwarcie pisac o sprawach waznych dla narodu, ktory jest tak skolowany i oglupiony, ze az serce boli.
    Ciekawi mnie takze opinia p. Staszka Smugi, ktory musi sie cieszyc z tak pieknej wymiany ciosow. No i co panie Smuga, czy juz poczytal pan kto to jest Brzezinski, ktory niedawno zabral glos w sprawie Smolenska?

  17. Jack Wiercinski says

    Panie Mocher,
    “nie rozumie albo udaje” mowi Pan o mnie . Czyż zamiast tak miałkiego wyjaśnienia nie byłoby po prosciej aby filozoficznie zaakceptować że mamy zdecydowanie inne poglądy ?
    I coż w tym złego?

    Demokracja z trudem wywalczona musi być szanowana. Nie do pomyślenia byłoby aby wybuczeć Obamę 11 Listopada na uroczystosciach gdy otoczony głownie ludżmi ktorzy na niego nie glosuja i go wręcz nie lubią (Wojsko i weterani glosuja w większości GOP) . Komorowskiemu to sie zdarza często z okrzykami “zdrajca” itd.
    Narod jest najwyzszym suwerenem i decyduje w wyborach. Prezydent musi byc traktowany z szacunkiem jęsli jego przeciwnicy twierdzą że szanują naród i są patriotami.

    Mamy inne poglady ale znamy sie osobiście. Jesteś inteligentnym i towarzysko b. miłym człowiekiem ale politycznie nam nie po drodze.

    – Wierze w polska demokracje i że Wasza formacja ma prawo wygrać wybory co się zdarzało (Prezydent w 2005 i premier)
    – Urojenia że b. służby komunistyczne z b. laicką opozycją traktują Polskę jako łup należy miedzy bajki włożyc…taka jest moja opinia.
    – Wierzę w katolicyzm łagiewnicki (na którym jestem wychowany) a nie katolicyzm torunski ktory uważam za szkodliwy dla Polski
    – Jestem zbulwersowany polityczną rolą kościola i de facto brakiem rozdzialu Kościolą i Państwa
    – nie zgadzam sie na obrazanie Polaków np zę naród jest “ogłupiony” bo głosuje nie tak jak sobie życzysz. Nie lubimy często werdyktów wyborczych ale to najlepsze co mamy chyba zę komuś się marzy dyktatura choćby w najłagodniejszej formie.
    – Wierze że katastrofa Smoleńska (jaki tam zamach) jest z premedytacją wykorzystywana przez opozycję aby podzielic Polaków i wygrać wybory.
    – Bardzo szanuję Z. Brzezińskiego (to także było tu poruszane)
    – Cieszą mnie nowe autostrady, linie metra czy nawet boiska Orlików i fakt że Polska nie jest ekonomicznie Grecją. Wierzę że energia Polaków bedzie skierowana na rzeczy pozyteczne i skierowane na przyszłośc a nie przeszłość (co niestety jest zbyt częste).

    Obaj jesteśmy Polakami i wierzę że życzymy Polsce jak najlepiej. Nie zgadzam sie z Twoimi pgladami politycznymi ale nie uważam Cię za wroga. Wręcz przeciwnie uważam że jestem z Tobą na “speaking terms” i życze Ci powodzenia.

  18. By zaspokoić ciekawość p. „Mochera”:
    Opowieści o współczesnych illuminatis i o tzw. „new world order” są rzeczywiście lekturą barwną i pasjonującą! Domyślam się, że zarówno sz. p. „Mocher”, jak i niektórzy inni Czytelnicy i Korespondenci , jak np. ukrywający się pod malowniczymi pseudonimami „Goldencukierman” czy „Lechujarek”, uwielbiają te opowiastki. Nie tylko oni…, o czym świadczyć może np. światowy sukces popularności “Kodu DaVinci”.
    Proponuję Wam jednak, dla zachowania równowagi, również nieco inną lekturę. Sędziwy i wielce szanowany mój rówieśnik dr Stefan Frankiewicz, były ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej, redaktor polskojęzycznego „L’Osservatore Romano” – a więc człek pozostający raczej poza podejrzeniami o związki z komuną i ze spiskiem światowym – opublikował dzisiaj swój tekst w sprawach, o których i my tu, na tym blogu, przyjaźnie czasami gawędziliśmy. Zapewniam, lektura to też pasjonująca. Poczytajcie więc sobie:
    http://wyborcza.pl/1,75478,12874020,Byly_redaktor_naczelny__Wiezi____Dlaczego_polski_Kosciol.html
    A pełniejszą odpowiedź na pytanie p. „Mochera”, zanim je jeszcze zadał, znaleźć można w mym felietoniku pt. „Przebaczamy? zapominamy?” – też na tym blogu.
    Serdeczności!!!

  19. Iwo Indelak says

    Panie Jacku! Cieszę się, że mamy niemal identyczne spojrzenie na poruszone tematy. Dziękuję za ich jasne wyłożenie!

  20. A ja tu widze niezwykla i najwazniejsza obserwacje, a zarazem i zyczenie….

    Jedna i bodaj jedyna(moim zdaniem) cecha Amerykanow godna jest podziwu i absolutnego nasladowania:

    -ich SZACUNEK DO PREZYDENTA!, ktory zostal wybrany w demokratycznych wyborach przez wiekszosc narodu.A poniewaz wszyscy szanuja swoja ojczyzne i nazywaja sie patriotami, szanuja rowniez obecnego Prezydenta.

    Tego wlasnie zyczylabym nam, wszystkim Lachom……a moze wlasnie jako zyczenia Swiateczno- Noworoczne????

    DO SIEGO!

  21. goldencukierman says

    Panie Jacku!
    Swoim szczerym – wierze- wyznaniem skupil Pan moja uwage na rzadko poruszanym aspekcie historii powojennej. Jest to sprawa stosunkow pomiedzy patriotycznym podziemiem (AK) a komunistami. Czesc zolnierzy AK uwierzyla, ze mozna odbudowac Polske wraz z narzucona nam przez Moskwe wladza. Czym to sie skonczylo wszyscy wiemy -dziesiatki tysiecy zabitych w majestacie komunistycznego ” prawa”. Nie musze przypominac, ze zabijano wtedy nie warcholow , podzegaczy, oszolomow czy etatowych nienawistnikow, tylko najlepszych z nas. Mam na mysli Nas Polakow – nasza elite intelektualna i patriotyczna. W ta wypalona dziure w polskim mozgu nasi radzieccy okupanci zainstalowali implant- nowa elite. Czesc z patriotow, ktora przezyla lata wiezien , tortur i upokorzen zostala zmuszona do wspolpracy z okupantem i w ten sposob legitymizowala wladze zbrodniarzy.
    Jezeli ktos z Panstwa mysli, ze pozniej w wyniku” demokratycznych” przemian udalo sie nam Polakom przejac kontrole nad naszym Panstwem to gratuluje spostrzegawczosci. Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy… no kto to powiedzial?

    Panie Staszku!
    Co sie Pan czepia pseudonimow? Sa tak samo dobre jak Panskie nazwisko, dawno temu nadane pana przodkom w formie pseudonimu.
    Nie musi Pan wierzyc w opowieści o współczesnych illuminatis i o tzw. „new world order”, ale przy odrobinie rozsadku nie odrzuci Pan istnienia tajnych stowarzyszen – chocby wloskiej mafii. Wskazal Pan tez na jedno ze zrodel swojej wiedzy- Gazete Wyborcza.
    Tolerancja i obiektywizm nie sa ich mocna strona.
    Pozdrawiam serdecznie.

  22. Mój Młody Przyjacielu Goldencukiermanie. Nie miałem zamiaru znów się wtrącać w tak ciekawie rozwijającą się dyskusję, ale jednak nie wyrobiłem. Sprowokowałeś mnie..
    Piszę „Młody”, choć Twej tożsamości nie staram się rozszyfrować. Twa młodość i wynikający z niej patriotyczny etos wypowiedzi i entuzjazm są jednak tak bardzo oczywiste. Widać, naczytałeś się sporo o naszej, najczęściej niewesołej historii najnowszej. Masz dobrą pamięć. Ale i mnie też jeszcze pamięć całkiem nie opuściła. Pamiętam np. że AK rozwiązano i rozformowano rozkazem dowództwa w styczniu 45. Pamiętam, a nawet kiedyś o tym pisałem, co działo się dalej, jaką rolę w utworzeniu WIN i jego dalszych losach odegrał były szef BIP-u, płk. Rzepecki. Pamiętam i pisałem o dalszych losach ludzi AK – bo to i historia moich najbliższych. Często, rzeczywiście, bardzo smutna historia. Aresztowań, tortur, stalinowskich procesów, egzekucji. A dla tych, co jednak przeżyli – prześladowań, biedy i braku nadzieii.
    Prawdziwy obraz 45cio lecia tzw. Polski Ludowej i żyjącego w niej społeczeństwa jest jednak znacznie bardziej złożony, niż to opisują obecni młodzi i gniewni historycy z IPN’u, czy publicyści z Rzepy i Naszego Dziennika. Oni też się naczytali…
    Już chyba jakoś pełniej, prawdziwiej wspominają tamte czasy publicyści wykpiwanej i szkalowanej przez wielu Gazety Wyborczej. To, że ojciec jej inicjatora i redaktora naczelnego był ongiś działaczem białoruskich komunistów ma takie samo znaczenie, jak to, że dziadek obecnego premiera RP był ongiś w Wehrmachcie.
    A to że „ktoś” kiedyś powiedział: „władzy raz zdobytej nie oddamy…” nie znaczy, że się jednak nie mylił. Nie traktuj wszystkiego, co ten pan powiedział, jak prawdy objawionej.

  23. Widzę, że dyskusja zatacza coraz szersze kręgi – sięga aż do prawdy o PRL-u. Kiedyś napisałem spory esej na ten temat – nie wiem, czy nie za długi na tą formę dyskusji. Ale dla młodych ludzi, nie pamiętających tamtych czasów, a opierających się tylko na rewelacjach IPN’u, może wniósłby coś nowego. Może jednak?

  24. Widze jak p. Staszek usluje “mlodego przyjaciela” goldencukiermana poklepywac po ramieniu i to mi wystarczy za cala dyskusje. Panie Smuga, miej pan odwage napisac, ze jestes po stronie gazety wyborczej, nigdy nie rozumiales o co chodzilo Polakom z AK a to co pisales w gw to sa, pisane na zamowienie propagandowe teksty, bardzo jednostronne i naciagane w jedna strone, zupelnie tak samo jak ksiazki p. Grossa a ostatnio, saczacy trucizne zamiast woli pojednania gniot Pasikowskiego – “Poklosie”.Sugeruje pan, panie staszku, ze IPN to jest stajnia mlodych, gniewnych i oczywiscie nie majacych racji nacjonalistow, czy tak???

  25. goldencukierman says

    Link ku przestrodze tym (“Mocher”) ktorzy popieraja polskich warcholow i zapewniają nas że nie “nie bedzie spokoju na ulicach miast polskich”.

    Macierewicz w Czeladzi wczoraj . W pełni się identyfikuję z młodym człowiekem zadającym pytanie. Jestem z niego b. dumny. Może nie wszystko stracone skoro ten mlody człowiek ma tyle odwagi.

    http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=qa3KvvJhmbk

    Oczywiście zauważam że Macierewicz pomny kamery w koncu broni chlopaka wyciagajac go z tłumu. Ale kto latami pracował abyśmy mieli w Polsce cześć spoleczestwa ktora reaguje na spokojnie i kulturalnie wyrażoną opinię jak brutalna tłuszcza…m in. Macierewicz i to jest faktem..

    Szanowni Panstwo !
    Zamieszczanie takich filmikow jak ten powyzej nie ma sensu.
    Prosze ocenic np. taki filmik- Podczas sobotniego spotkania z Januszem Palikotem w szkole muzycznej w Stalowej Woli doszło do bójki. Wśród przeważającej liczby zwolenników Palikota, była jedna osoba, która zwróciła mu uwagę, iż mówi on rzeczy oczywiste. Mężczyzna został brutalnie usunięty z sali. Jako jedyni prezentujemy film z tego zdarzenia. http://youtu.be/31VI0nC_R5Q

  26. Wlodzimierz Rydz says

    Panowie,
    “człowiek czterdziestoletni o pewnej bystrości umysłu zna całą przeszłość i przyszłość”, takze wie, naprwde rozroznia, co to jest prawda i co to jest правда.
    Wydaje sie, ze niektorzy rozpoznali prawde i nauczyli sie jej ze szpalt czest tu przywolywanej Gazety Wyborczej, lub z odpowiednikow Gazety z czasow sprawiedliwosci spolecznej.
    Przytocze, powszechnie znany, przyklad wynikow nauczania prawdy historycznej przez Gazete Wyborcza.
    – “My Polacy nie mówimy o sobie źle. (…) Przywiązywaliśmy dzieci pod Cedynią jako tarcze i to jest super. To jest najlepsze, co mogło Polskę spotkać” – Mowi Maciej Stuhr, , odtwórca jednej z głównych ról w szkalującym Polaków filmie “Pokłosie”, o polskich praktykach ludobójczych i niechęci do rozliczenia się z przeszłością. Szkopuł w tym, że chodzi o bitwę pod Głogowem, Polaków przywiązywano do maszyn oblężniczych, a nie jako tarcze, i wreszcie – najważniejszy szczegół – robili to Niemcy.
    Starsi z nas przypominaja sobie tutaj ten prosty do zrozumienia, choc malo smieszny dowcip: “Prawda” donosi ze na Placu Czerwonym rozdaja Czajki. Pamietacie?
    Ale wracajac do naszego przykladu:
    – “Poruszyła mnie nie tyle prawda historyczna, którą znałem z „Gazety Wyborczej”, ale to, jak ta historia wpływa na ludzi” – mowi Stuhr. No wlasnie.

    Trwajcie Panowie na posterunku, “trzeba dawac swiadectwo”, choc jest to trudne. Mozecie pomoc przynajmniej tym “o pewnej bystrości umysłu” ale skorumpowanym przez zycie. Tylko nie zapominajcie, ze choc po polsku to rozmawiacie z waszymi adwersarzami dwoma bardzo roznymi jezykami, nalezacymi do dwu roznych cywilizacji. Skoro z faktami historycznymi wielu nie daje sobie rady, to jaka macie szanse na sensowna rozmowe?Dlatego nie obrazajcie sie z powodu niekulturalnych uwag pod waszym adresem. Natomiast ci tolerancyjni milosnicy demokracji mogliby przynajmniej zaprzestac obrazania uczuc religijnych innych anizeli oni. Etyczne to jest? Kulturalne? Na tyle ich stac?
    Ja tutaj nie probuje medrkowac a dodac otuchy Panom “mocher” i “Goldencukierman”.
    Pozdrawiam

  27. Just want to say your article is as surprising. The clearness in your post is just
    spectacular and i could assume you are an expert on this subject.
    Fine with your permission let me to grab your RSS feed to keep updated with forthcoming post.
    Thanks a million and please keep up the rewarding work.

Leave a Reply to Wendrychowicz Cancel reply

*

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.